poniedziałek, 28 listopada 2016

Książkowo #1 Dziewczyna z sąsiedztwa, Ketchum

Kiedy usłyszałam : ta książka potrafi przestraszyć! po prostu musiałam ją mieć. Nie było innej opcji. Jak mogłabym sama się o niej nie przekonać? Czy jednak było warto?



Na początku byłam w miarę zadowolona. Czytało mi się...wręcz tak przyjemnie jak wtedy gdy sto lat temu odkrywałam horrory S. Kinga. Historia wydawała się ciekawa, zgrabnie napisana. Ale.
Po pierwsze sama opowieść zwyczajnie nie jest dla mnie straszna. Jest po prostu nieprzyjemna w irytujący sposób. Zaznaczam, że nie uważam się za kogoś komu jakieś zło, ohyda i tym podobne w jakikolwiek sposób przeszkadzają. Wręcz przeciwnie, lubię o nich czytać, sympatyzuję z czarnymi charakterami, ale tutaj? Fabuła dla mnie niekonieczne trzyma się zwykłej, przeciętnej logiki. I nie przekona mnie argument, że mamy do czynienia ze złem, marzy mi się lepsze wyłożenie motywacji występujących tutaj postaci. Które nie wzbudziły we mnie żadnych emocji. I to chyba największy minus, wiedzieć po pierwszych kilkunastu stronach jak się to wszystko skończy (choć przyznaję, do końca miałam nadzieję, że się mylę).
Podsumowując : według mnie książka mimo wszystko nie jest zła. Rozumiem zachwyty nad nią, bo jest bardzo dobrze napisana. Ale sama historia mnie, osobiście, nie odpowiada. Jest zbyt nieprzyjemna, ani nic nowego nie wnosi. Mimo wszystko dla fanów horroru warta polecenia.

Ocena:
5/10 - za zmarnowane nadzieje, jakie w niej pokładałam.

piątek, 11 listopada 2016

Serialowo #1 Daredevil

Długo zachęcałam się do serialowych ekranizacji komiksów, oj długo. Czy jedno z pierwszych dzieł Marvela podołało swojemu zadaniu - zachęceniu mnie (w końcu to subiektywny blog, gdzie mogę w pełni wyrażać swoje skromne zdanie) do śledzenia działań jednej z moich ulubionych wytwórni na tym polu?

Zbierałam się do tego serialu chyba z pół roku. Być może przez szalenie nieudany film o tym samym bohaterze, który oglądałam całkiem niedawno.W trakcie wakacji jednak, w czasie codziennej dawki biegu na stacjonarnym rowerze włączyłam sobie pierwszy odcinek.


I cóż było dalej?

No nie porwał mnie.

Naprawdę. Może dlatego, że było całkiem gorąco. Dłużył mi się strasznie. Nie, żebym nie lubiła seriali/filmów o prawnikach (o których zapewne jeszcze kiedyś napiszę). Ale po prostu mnie znudził.
Około dwa miesiące później, gdy już nastała szara rzeczywistość postanowiłam przemyśleć ten fakt. Mówię sobie: a co tam. W końcu obowiązek pisania licencjatu i pracy, a do tego zdania przedmiotów z kierunku to przecież nic, warto zawalić się serialami. I włączyłam drugi odcinek.


I to był błąd, bo na serial ,,straciłam" praktycznie cały weekend. Ależ ten serial wciąga. I to nie tylko komiksowych maniaków (bynajmniej tak mi się wydaje, ja może i maniakiem nie jestem, ale lubię sobie poczytać czasami) przez wątki postaci twardo trzymające się przy ziemi. Połączone z motywami typowo z komiksów. I czarny charakter jest po prostu świetny. W drugim sezonie może odrobinę gorszy, ale za to mamy, według mnie przynajmniej jeden z lepszych wątków miłosnych jakie widziałam.
I nasz główny bohater, niejednoznaczny w tym co robi, i nie tak kryształowy jak zazwyczaj bywa w filmach tej wytwórni.

Naprawdę polecam, nie tylko tym co lubią komiksy i bohaterów.
Moja ocena na filmweb: 8/10 Dlaczego? Jest świetny choć drugi sezon jest odrobinę słabszy. Do tego zakończenie pierwszego sezonu...nie zadowoliło mnie w pełni. Z niecierpliwością czekam na następny sezon.